Pierwsze danie z czerwonych porzeczek przygotowałam mając jakieś dziesięć lat. Było to podczas wakacji na wsi u moich dziadków. W ogrodzie za domem było chyba wszystko co można było wtedy uprawiać. Warzywniak, przenikał się z ogrodem, owocowymi krzewami i drzewkami. Buszowałam w malinach, porzeczkach, agreście, wchodziłam na drzewa jeść czereśnie i wyjadałam babci słodki groszek. Jedną z moich ulubionych zabaw, było rozpalanie niewielkiego ogniska i gotowanie w małym blaszanym garnuszku. Układałam z czterech cegieł palenisko na którym stawiałam garnuszek i pichciłam. Najlepsze były owoce gotowane z cukrem, wrzucało się do garnuszka właśnie porzeczki, agrest, czereśnie lub wiśnie, do tego trochę wody i cukier. Najtrudniejsze było utrzymanie ognia pod garnuszkiem, ciągle przygasał, a jak był za duży to nie można było mieszać w garnuszku, bo paliło po rękach. Do dzisiaj pamiętam ten smak, trochę przypalony, owocowy, słodki i przy okazji poparzony język. O Boże jakie to było dobre!
U mnie w ogrodzie też posadziłam krzewy i drzewka owocowe, żeby mieć swoje, żeby dzieci miały radochę i żeby prawdziwie poczuć lato. Uwielbiam owocowe musy, galaretki i kisiele. Zrobienie prawdziwego kisielu jest bardzo proste, wystarczy zmiksować świeże owoce, przetrzeć przez sito, dodać trochę wody, cukru, kilka łyżek mąki ziemniaczanej i zagotować. Pycha! Podobnie musy i galaretki, tutaj bawię się proporcjami owoców, wody, żelatyny i śmietanki. Zawsze wyjdzie coś pysznego. Świetnie nadają się do tego właśnie czerwone porzeczki, lekko kwaskowe, idealne na letnie, gorące dni. Z soku robię pyszną lemoniadę, a jak połączy się go z wodą sodową, to smakuje jak z PRLowskiego saturatora. To też smak mojego dzieciństwa 😀 Za wybitne owocowe połączenie i prawdziwy smak lata, uważam duet czerwonej porzeczki z malinami. Kwasowość porzeczek dopełnia słodycz malin. Niebo w gębie! Jeżeli doda się do tego jeszcze kruche ciasto i creme patissiere, to wyjdzie pyszna tarta, kwintesencja lata. Słodycz, kwasowość, aksamitność i kruchość. Nie przez przypadek tartę wykończyłam bazylią, jej świeżość i cytrusowy aromat dopełnia kompozycję smaków. Zrobienie tarty zajmuje trochę czasu, ale warto! Polecam również samą galaretkę! 😀

Przygotuj składniki. Masło powinno być schłodzone.

Połącz masło z mąką.

Dodaj jajko i cukier z wanilią. Wymieszaj.

Zagnieć kulkę i wstaw do lodówki na godzinę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180*C. Przygotuj foremkę, z tego ciasta możesz upiec podstawę tarty o średnicy do 28 cm.

Nakłuj spód widelcem.

Połóż na ciasto papier do pieczenia i rozłóż ceramiczne kulki, albo suchą fasolę.

Piecz w temperaturze 180*C przez 25 minut.

Przygotuj składniki. Wypłucz owoce i obierz porzeczki z zielonych części.

Zmiksuj porzeczki i maliny z cukrem. Zostaw kilka do dekoracji.

Przetrzyj owoce przez sitko, aby uzyskać aksamitną konsystencję bez pestek.

Rozpuść żelatynę w gorącej wodzie, dodaj do owoców i dokładnie wymieszaj.

Przygotuj składniki.

Do rondla wsyp mąkę ziemniaczaną i połowę cukru, oraz wanilię. Wlewaj mleko ciągle mieszając, aż się zagotuje. Jeżeli powstały grudki, przetrzyj płyn przez sitko.

Ubij żółtka z resztą cukru, aż masa zbieleje.

Następnie do ubitych żółtek dodaj kilka łyżek gorącego mleka z mąką ziemniaczaną i wymieszaj.

Masę jajeczną przełóż do mleka z mąką ziemniaczaną. Zagotuj ponownie, ciągle mieszając, aż masa zgęstnieje.

Przestudź, dodaj masło i utrzyj.

Przygotuj składniki: spód z kruchego ciasta, creme patissiere i galaretkę porzeczkowo-malinową.

Na spód tarty nałóż creme patissiere.

Następnie nałóż mus porzeczkowo-malinowy.

Włóż tartę na godzinę do lodówki i udekoruj owocami.
